No to jak to jest z tą miłością...

No to jak to jest z tą miłością?

Najpierw kochać siebie?

Czy może najpierw kochać innych?

A może w ogóle nie kochać?

 

Po mojemu?

Po mojemu Kochać.

Kochać z całych sił. 

Miłość jest najważniejsza.

Bez niej życie nie ma szans.

Nie urodzi się.

A jak się urodzi, to sobie raczej nie poradzi.

Poobija się.

Wywróci.

 

Ktoś może zapytać:

To czemu tak różnie kochamy?

Kochamy różnie, bo mamy różne korzenie – myślę sobie. 

 

Co mam na myśli?

Ano to, że po mojemu miłość,

którą wynosimy z domu, to takie nasze korzenie.

To nasze dzieciństwo jest czasem, gdy je zapuszczamy.

To wtedy uczymy się, co znaczy kochać.

To wtedy łapiemy grunt po nogami.

To wtedy zaczynamy rozumieć, że zasługujemy na to, co dobre.

Dlatego też potem nikt nie może sprawić, że czujemy się gorsi.

Nie pozwalamy na to.

Mówimy „nie” temu, co nas krzywdzi.

 

Proste?

Proste, bo 

rozumiemy, czym ta miłość jest, a czym ona nie jest.

Umiemy kochać.

 

No dobrze, ale jeśli nie umiemy kochać?

Co, jeśli nie mamy tych korzeni?

Jeśli nikt nas nie nauczył?

Kochamy po omacku.

Za bardzo.

Za mało.

Była jak.

Miłość nas boli.

Obrażamy się na nią albo przez nią umieramy.

Dzieje się źle.

 

Co zrobić, by nie działo się źle? 

Co może nam pomóc zrozumieć tę miłość? 

Od czego zacząć?

 

Musimy zacząć od siebie. 

 

Trzeba siebie pokochać.

Siebie, by potem kochać innych. 

 

I to jest druga prawda, którą dawno temu zrozumiałam. 

 

Nie będziemy umieli kochać innych ludzi, gdy najpierw nie nauczymy się kochać siebie.

Gdy zaczynamy kochać siebie, uczymy się dawać miłość drugiemu człowiekowi w mądry sposób.

 

W mądry sposób?

Tak.

W mądry sposób. 

Miłość jak nic, trzeba dawać w mądry sposób.

Tak, by kochając kogoś, nie krzywdzić siebie.

I na odwrót, by kochając siebie, nie krzywdzić innych.

W miłości, jak we wszystkim, potrzebna jest równowaga pomiędzy tym braniem a dawaniem.

Jeśli tej równowagi brak, to nawet największa miłość z czasem się wywróci i już się nie pozbiera.

 

Jak to jest w życiu? 

 

Patrząc z boku, mam refleksję, że ludzi można podzielić na trzy grupy, jeśli chodzi o miłość.

Pierwsza to ci, co potrafią dawać i dzielić się miłością.

Robią to w dobry i dla siebie i dla innych sposób.

Kolejni, to ci z nas, co już nie chcą tej miłości w swoim życiu, bo się tak poturbowali

dając ją wcześniej w taki niedobry dla siebie sposób, że teraz mają jej dosyć.

Uszami im wyszła.

Poszła sobie w świat.

Są też tacy, co to jeszcze kochają.

Ale kochają za bardzo, za dwoje.

Jest ogromne ryzyko, że wcześniej czy później tak się poparzą, że skończą jak ci wcześniej,

co mówią, że miłość jest be, że jest do niczego, że może nawet nie istnieje.

 

Co ja sobie myślę?

Po mojemu to nie miłość jest be.

To my nie umiemy kochać.

To my nie umiemy dawać bądź przyjmować tej miłości w dobry sposób.

Albo jej za dużo, albo jej za mało.

A jej musi być w sam raz.

 

Dlatego dzisiaj chcę byś wzięła sobie moje słowa do serca.

Byś je tam schowała.

Byś spróbowała pokochać siebie. 

Gdy tak się stanie, zrozumiesz, czym ta miłość jest,

a czym nie jest.

Ot.

Staniesz się na nią gotowa.

Będziesz umiała też dostrzec tego, kto będzie gotowy na Ciebie.

Staniesz się gotowa na miłość ukrytą w drugim człowieku. 

 

Pozdrawiam Cię ciepło, 

Edyta Maria Bożydar

 

-----

Moje

365 okazji, by być szczęśliwą,

napisałam dla Ciebie.

Napisałam je, by nauczyć Cię jak pokochać siebie.

Jesteś ważna!

Jesteś ważny!

 

 

Moją książkę znajdziesz tutaj 👇👇👇

https://kobietablog-edytamariabozydar.pl/365-okazji-by-byc-szczesliwa.html

 

 

Dodaj komentarz
  • Odwiedzin wszystkich: 513643 

BLOG KOBIETA - Wszelkie prawa zastrzeżone © 2026
Powered by Quick.Cms | Webmaster by Zakładanie stron artystycznych