Wewnętrzny krytyk...
Tak naprawdę nie krzywdzi nas osoba, która nas krytykuje.
Krzywdzi nas nasze własne przekonanie, że tak jest, jak ona mówi.
Krzywdzi nas ten nasz wewnętrzny krytyk, który nie pozwala o sobie zapomnieć.
Skąd się tam wziął?
Ulepiły go słowa innych ludzi.
Jesteś do niczego.
Nic z Ciebie nie będzie.
Nic nie potrafisz zrobić dobrze.
Złe słowa, które odżywają zawsze wtedy, gdy coś się wali.
Gdy dzieje się coś złego.
To wtedy znów jesteśmy do niczego.
I znów to nasza wina.
I znów nic z tego nie będzie.
Bo w nas są same dziury.
Historia jak w niemym kinie.
Powtarza się bez słów
w naszej głowie.
Co zrobić, by przerwać ten zły film?
Dobrze jest uświadomić sobie przyczynę tego wszystkiego.
Odnaleźć w sobie
tego naszego krytyka.
Odnaleźć go w sobie i posłać, gdzie pieprz rośnie.
Jeśli to zrobimy, jeśli zmienimy nasze postrzeganie samych siebie, istnieje ogromna szansa, że będziemy potrafili puścić to, co nas krzywdzi.
Uwolnimy się od tego i ruszymy dalej, zostawiając trudnych ludzi za sobą.
I jeszcze zrobimy to dla siebie.
Zrozumiemy, że zasługujemy na uwagę, szacunek i miłość. Uświadomimy sobie, że jesteśmy w porządku tacy, jacy jesteśmy.
Tak po prostu.
Zrozumiemy, że
rozpamiętując każde słowo, gest czy wydarzenie, które za parę lat może okazać się niczym ważnym, robimy sobie krzywdę.
Nie ma co robić sobie krzywdy.
Nie wierzmy w złe słowa.
Nie topmy swojego życia w morzu smutku, żalu i nie wiadomo czego.
Szkoda życia.
Jest tylko jedno.
Szkoda go tracić na głupoty.
Lepiej kochać.
Kochać siebie i tych, którzy nas kochają.
Edyta Maria Bożydar
Tekst pochodzi z książki
365 okazji, by być szczęśliwą.
Znajdziesz ją tutaj 👇👇👇
https://kobietablog-edytamariabozydar.pl/365-okazji-by-byc-szczesliwa.html





